Gość i gościnność jako kody kulturowe

Czytaj newsletter! Istotne informacje i wpisy, bez spamu.

Czym jest gościnność – intuicyjny odruch serca czy zaplanowana usługa? Artykuł analizuje pojęcie gościa i gościnności jako kodów kulturowych, zestawiając tradycyjne wzorce z nowoczesnym podejściem w hotelarstwie. Poznaj różnice między gościnnością usługową a nieusługową i dowiedz się, dlaczego autentyczność ma dziś większe znaczenie niż kiedykolwiek.

Tekst stanowi skróconą wersję szerszego artykułu, który – być może – w przyszłości doczeka się pełnej publikacji.

Gość, gościnność i ich kulturowy kod – między tradycją a usługą

Gościnność to coś więcej niż uśmiech przy recepcji, kieliszek prosecco na powitanie czy sprawne zameldowanie. To zjawisko zakorzenione głębiej – w kulturze, historii i społecznych wyobrażeniach o tym, kim jest gość i jak należy go traktować. Choć dziś gościnność często kojarzona jest z branżą hotelarską i komercyjną usługą, jej źródła są znacznie starsze i bardziej wielowymiarowe.

Kod kulturowy – czyli jak rozumiemy gościnność

Clotaire Rapaille, autor koncepcji kodu kulturowego, opisuje go jako zbiór nieuświadomionych znaczeń nadawanych rzeczom i zjawiskom przez daną społeczność. Kod działa jak filtr – organizuje nasze zachowania, emocje i oceny w konkretnych sytuacjach. Gość i gościnność są właśnie takimi figurami kulturowymi: pozornie oczywiste, a jednak głęboko zakodowane.

W języku polskim gość to zarówno ten, kto przybywa z wizytą, jak i ten, kto korzysta z usług. W pierwszym przypadku mówimy o relacji społecznej, w drugim – o relacji rynkowej. Z kolei gościnność – w najprostszej definicji – to serdeczność i otwartość wobec przybysza. Ale czy zawsze?

Od gościa w dom, po gościa w hotelu

W tradycji europejskiej, silnie ukształtowanej przez chrześcijaństwo, gościnność przez wieki była aktem miłosierdzia. Przykościelne hospicja, dwory, klasztory przyjmowały podróżnych bezinteresownie. Znane powiedzenie „gość w dom, Bóg w dom” miało znaczenie dosłowne – nie pobierano opłat, oczekiwano jedynie „Bóg zapłać” lub symbolicznej jałmużny.

Zmiana nastąpiła stopniowo – wraz z upowszechnieniem podróży, komercjalizacją usług i rozwojem miejskich form zakwaterowania. Dzisiejsze hotele, pensjonaty, motele oferują gościnność w zamian za opłatę. Ale – i tu zaczyna się istotna różnica – gość w hotelu nie kupuje tylko usługi. Kupuje doświadczenie.

Gość vs. klient – subtelna granica

W marketingu tradycyjnym klienta definiujemy przez akt zakupu produktu lub usługi. W hotelarstwie pojęcie to się rozmywa. Gość nie kupuje samego łóżka, telewizora czy śniadania – kupuje poczucie, że jest mile widziany. W tym sensie rola gościa łączy elementy konsumenckie z emocjonalnymi. I tu dochodzimy do sedna – gościnność w hotelarstwie to połączenie standardu i kultury, procedury i serdeczności, wyuczonej formy i ludzkiej autentyczności.

Dwa oblicza gościnności: intuicyjna i instytucjonalna

Jacek Piasta, praktyk i teoretyk hotelarstwa, wprowadza rozróżnienie na gościnność intuicyjną i instytucjonalną. Pierwsza to zachowania wypływające z wychowania, tradycji, lokalnej kultury – są naturalne, szczere i niezależne od formalnych szkoleń. Druga to postawa wyuczona – ukształtowana przez kulturę organizacyjną hotelu, wewnętrzne regulaminy, procedury i standardy.

Obie formy się przenikają. Gościnność instytucjonalna może – i powinna – sprawiać wrażenie naturalności. Gość nie ma odczuwać, że personel działa według checklisty. Ma czuć się zauważony, wysłuchany, potraktowany indywidualnie – nawet jeśli za tym wszystkim stoją doskonale przeszkolone schematy.

Nieusługowa i usługowa – ujęcie Kowalskiego

Zbigniew Kowalski dodaje do tego jeszcze jeden podział: gościnność nieusługowa i usługowa. Pierwsza to domena relacji prywatnych – rodzinna, przyjacielska, sąsiedzka. Bez wynagrodzenia, bez interesu. Druga to forma skomercjalizowana – oparta o procedury, mierzalna, powtarzalna i świadczona przez zawodowców.

W tym ujęciu gościnność nieusługowa zakorzeniona jest w kulturze, natomiast usługowa – w ekonomii. I choć ta druga czerpie wiele z pierwszej (np. wzorce uprzejmości, rytuały gościnne), to musi też odpowiadać na potrzeby rynku: standaryzację, efektywność, skalowalność.

Między procedurą a autentycznością

Obie koncepcje – Piasty i Kowalskiego – prowadzą do podobnego wniosku: gościnność może być skuteczna tylko wtedy, gdy łączy kompetencje z autentycznością. Gość potrafi rozpoznać fałsz, wyuczoną grzeczność czy pusty uśmiech. Dlatego kluczową umiejętnością w hotelarstwie staje się nie tylko znajomość procedur, ale umiejętność ich „odczarowania” – tak, by nie były widoczne.

Paradoksalnie, najlepsza gościnność to taka, która wygląda na nieformalną – choć jest w pełni kontrolowana i zaplanowana. To swoista gra i konwenans, w której najważniejsze jest poczucie wzajemnej wymiany: gość daje zaufanie, gospodarz – uwagę i komfort.

Kompetencje gościnności

W przypadku gościnności nieusługowej wystarczy dobre wychowanie, empatia i chęć. W gościnności usługowej potrzebne są znacznie większe zasoby: wiedza, szkolenie, procedury, kultura organizacyjna i cechy osobowościowe. Potrzebna jest też świadomość roli – gospodarza, który reprezentuje miejsce, ale też marki, która obiecuje konkretne wrażenia.

Podsumowując:

Gościnność to coś więcej niż usługa – to kod kulturowy i doświadczenie. Może być nieformalna lub zawodowa, spontaniczna lub zaprogramowana. Ale niezależnie od formy – zawsze dotyczy tego samego: relacji z drugim człowiekiem.

W świecie pełnym automatyzacji, formularzy i aplikacji, prawdziwa gościnność zaczyna się tam, gdzie obsługa przestaje być funkcją, a staje się gestem – ludzkim, świadomym i zapamiętywanym.

Foto: Pexels.com/@cottonbro

Warto również przeczytać