Millenialsi Kontra Folwark Pańszczyźniany

Do napisania tego mini artykułu sprowokowało mnie wiele wątków, które ponownie goszczą w dużych ilościach na Linkedin. W zasadzie podejście do zagadnienia i problem ten sam, znany już od kilku lat. Mam na myśli tak zwanych “Millenialsów”. To tu to tam widzę wpisy, jacy to oni źli, albo jacy to oni zmienni, albo jacy to oni leniwi, lub, że wszystko chcą od razu, ewentualnie jak zyskać ich niby specyficzną przychylność i jak ich pozyskać. Oczywiście są nawet już badania naukowe, które mówią, że trzeba tak, a nie inaczej z Nimi postępować. Z ironicznym uśmiechem na twarzy czytam różne treści publikowane w tym temacie na Linkedin. Propaganda wiecznie żywa. A tymczasem w Polsce i nie tylko…

Ludzie młodzi od zawsze są tacy sami, ludzkie DNA nie zmienia się aż tak, żeby doszło do nagłej mutacji genetycznej całego pokolenia i drastycznej zmiany w zachowaniu “nowych młodych”. Młodość to wigor, energia, brak pokory, ale też kreatywność i ciekawość świata, a także (może nie u każdego, szablonersi tak nie mają) umiłowanie wolności i własnej przestrzeni. Problem polega na tym, że typowy polski folwarczny biznes ze stylem zarządzania z lat 90-tych sobie z tym zwyczajnie obecnie nie radzi. Młodzi mogą sobie pozwolić na szerzej zakrojony bunt przeciwko wyzyskowi swojego pokolenia, bo są często materialnie lepiej sytuowani niż ich rodzice gdy byli młodzi, do tego nie każdy tak zwany Millenials ma ochotę skończyć w wieku 35 lat na lekach psychotropowych jak duża część ich rodziców, która wystartowała w wyścigu szczurów i się gdzieś tam po drodze zwyczajnie spaliła. Ja nie mam do nich o to pretensji, ja ich rozumiem. Ale są tacy, którym to bardzo nie odpowiada.

Polski Biznes (polski to też ten zagraniczny tylko, że w Polsce) zwala dość często wszystko na młodych, tymczasem sedno problemu tkwi w tym, że Biznes po prostu nie chce więcej płacić, stąd stosuje różne socjotechniczne zabiegi mające odciągnąć uwagę od meritum, czyli od zarobków. Większość tzw. Millenialsów wie, że najniższa krajowa lub niewiele więcej nie da im niezależności, a na pewno tej niezależności nie da im karta multisport czy darmowe owoce w czwartek. W naszym świecie niezależność dają pieniądze, a nie coachingowe opowieści i gruszka na drugie śniadanie.

Oczywiście są jeszcze tacy, którzy zwyczajnie nie rozumieją przemian jakie zachodzą i obecną sytuację interpretują na różne swoje inne alternatywne wesołe sposoby. Mają do tego prawo, dzięki temu mamy bujny folklor na rynku pracy i w Biznesie.

Millenialsi jak to na młodych przystało odruchowo wytoczyli w zasadzie mimowolną wojnę neofeudalizmowi. Jednak w tym nie ma nic nowego, ani dziwnego. W latach 60 i 70-tych zrobili to Hippisi (i nie tylko), w latach 70 i 80-tych zrobili to Punkowcy (i nie tylko). Oczywiście w różnych krajach wyglądało to nieco inaczej ze względu na ustrój polityczny i sytuację ekonomiczną. Równolegle dla kontrastu istnieli też np: Yuppie zwani po polsku “japiszonami”, którzy robili bujne kariery, często w wolnych zawodach. Ale to wszystko przeszłość. Zwróciłem na to uwagę nie po to, żeby się nad tym przesadnie rozwodzić, jedynie po to, żeby skrótowo pokazać, że pewne zjawiska są w społeczeństwie cykliczne i że ma to zawsze jakieś przełożenie na rynek pracy.

Każda epoka, każde pokolenie ma swoich wojowników i buntowników, którzy stają przeciwko systemowej ciemnocie i wyzyskowi, taka kolej rzeczy i specyfika naszego gatunku. Dzięki temu panuje jakaś względna równowaga. Choć obecnie młodzi w mojej ocenie mają znacznie cięższe wyzwanie, ale dlaczego tak sądzę, tego nie napiszę. Są też tacy, którzy są spolegliwi i płynął razem z nurtem, często bezwiednie.

Hydra przeciwko której buntują się tzw. Millenialsi jest znacznie silniejsza niż kiedyś, ale paradoksalnie ta Hydra Millenialsów potrzebuje, bo bez nich nie może istnieć. Więc jak to w takich sytuacjach często bywa dochodzi do pewnego konsensusu społecznego. Swoje podejście musi też zmienić HR, tzw. Millenialsa nie da się kupić za kiść bananów czy imprezkę integracyjną. Oni za swoją pracę chcą forsy i bardzo słusznie. Tak długo jak w danej firmie w HR będą pracowali głównie szablonersi, posłuszni szklanym sufitom biurokraci, tak długo dana firma będzie miała problem z pozyskaniem w swoje szeregi odpowiedniej ilości młodej świeżej krwi.

Oczywiście problem ten nie dotyczy firm dobrze płacących i z dobrą polityką personalną, choć i te firmy przyjmują rykoszetem zachowania nowej fali, zatem i one w jakimś stopniu muszą się z tym zmierzyć.

Przed działami HR nowe całkiem spore wyzwania, przede wszystkim mile widziana jest z ich strony zmiana mentalności, z którą obecnie jest niezbyt dobrze. Nadchodzi też pomału czas, gdzie HR powinien bardziej oddziaływać na Biznes. Obecnie w HR pracuje zbyt wielu ludzi pasywnych, którzy jedynie wykonują posłusznie polecenia. Jednak to Biznes takich ludzi zatrudnia. I koło się zamyka.

A tak zwani Millenialsi patrzą na to, kręcą nosem i często idą dalej, bo mają do tego prawo.

Mentalność i folwark z lat 90-tych tzw. Millenialsom nie odpowiada. Jestem pewien, że to Oni przyczynią się w jakiś sposób do jego symbolicznego upadku.

Warto też pamiętać o tym, że wielu z nich zna świetnie języki obce i ma otwarte granice. Nie każdy z nich ma ochotę na starcie użerać się z bezdusznym działem HR, czy naburmuszonym Menadżerem, to ich raczej do pozostania w kraju nie zachęci.

Parafrazując żartobliwie pewne słowa, których autorstwo przypisuje się różnym przywódcom “Kto za młodu Millenialsem nie był, ten na starość będzie głupcem”.

Jakub Iciaszek
Autor jest pasjonatem dobrego HR i konsultantem w agencji PyAAr.

Tekst został opublikowany za zgodą autora. Oryginalna publikacja na Linkedin.

You May Also Like