Czytaj newsletter! Istotne informacje i wpisy, bez spamu.
Sezonowość w hotelarstwie to nie zjawisko – to wymówka. Wbrew utartym przekonaniom, efektywność hotelu nie powinna zależeć od pory roku, lecz od konsekwencji i strategii. Sprawdź, dlaczego warto wyrzucić słowo „sezonowość” ze słownika i zacząć zarządzać przychodem przez cały rok.
Sezonowość to nie problem – to wymówka
Jakiś czas temu VHM Hotel Management opublikowali na LinkedIn wpis:
„Dlaczego sezonowość nie jest problemem w hotelach VHM?”
Pokrótce opisali, jakie działania podejmują, by nie wpadać w pułapkę sezonowości.
Właściwie mógłbym ten tekst tylko podlinkować – bo to jeden z nielicznych przykładów w polskiej branży, gdzie o sezonowości mówi się z sensem, a nie z rezygnacją.
„Budżet zrobimy sezonem”
Z drugiej strony mamy codzienność wielu hoteli. Akceptacja budżetu marketingowego? „Zrobimy sezonem”. Lipiec, sierpień, ferie – i po sprawie. Planów brak, ale optymizmu pełno.
Tyle że „sezon” nie załatwia niczego – poza usprawiedliwieniem.
Kot Schrödingera hotelarstwa
Sezonowość w hotelarstwie działa jak kot Schrödingera – niby istnieje, a jednocześnie nie powinna mieć wpływu na sposób zarządzania. To, że rynek się zmienia, nie zwalnia nas z efektywności.
Problem sezonowości jest w większości przypadków problemem wyobraźni. Wygodnym wyjaśnieniem, dlaczego nie dowozimy. Wymówką, dzięki której można odłożyć odpowiedzialność. A przecież efektywność nie jest kwestią sezonu – tylko dyscypliny.
Paradoks niskiego sezonu
Często, licząc yield, okazuje się, że w „niskim” sezonie sprzedajemy lepiej –
bo wreszcie musimy się postarać. To paradoks, który mówi bardzo dużo o naszej mentalności zarządzania sprzedażą.
Wymówka, która kosztuje
Wymówka sezonowości zwalnia z działania. Marzec? Jesień? Niedziela? „Nie opłaca się”.
Nie angażujemy zasobów, więc nic się nie dzieje. A skoro nic się nie dzieje – utwierdzamy się w przekonaniu, że „tak po prostu jest”.
Każdy odpuszczony miesiąc w strukturze kosztowej, w której elastyczność jest ograniczona,
to po prostu strata. Którą potem próbujemy „odrobić sezonem”. A kiedy lato zawiedzie – katastrofa gotowa.
To nie sprzedaż jest problemem
Niższa sprzedaż bywa naturalna. Problemem jest niższa efektywność i zyskowność.
Bo jeśli hotel w listopadzie nie zarabia, to nie znaczy, że listopad jest winny.
Znaczy, że coś nie działa – w kosztach, pozycjonowaniu albo strategii.
Zmień język, zmienisz wyniki
Najprostsze rozwiązanie? Wyrzucić pojęcie „sezonowość” ze słownika.
Traktować każdy miesiąc jak projekt, a nie jak przerwę w pracy. Kreatywne, aktywne podejście do „niższych” okresów pozwala nie tylko ograniczyć straty, ale często realnie zarobić.
Wystarczy z taką samą uwagą podejść do marca, jak do lipca. Efekty widać błyskawicznie. Bo to nie miesiące sprzedają – tylko ludzie.
Skupienie tam, gdzie najmniej potrzeba
Zawsze dziwiło mnie, że największa koncentracja zasobów idzie w terminy, które i tak się sprzedadzą. To jak podlewać kwiaty podczas deszczu, a potem narzekać, że w sierpniu nie ma wody. Sprzedawać trzeba to, co chcemy i potrzebujemy sprzedać, nie to, co sprzeda się samo.
Sezon trwa cały rok
Zmiana myślenia o sezonowości to zmiana strategiczna. Przestajemy działać reaktywnie, a zaczynamy planować i zarządzać zyskiem przez cały rok. Bo sezon w hotelarstwie trwa nieustannie.
Pytanie tylko, czy Ty chcesz go prowadzić – czy pozwalasz, by prowadził Ciebie.
Podsumowanie
Sezonowość to jedna z najczęściej powtarzanych wymówek w polskim hotelarstwie. Tymczasem zyskowność hoteli zależy nie od kalendarza, ale od jakości zarządzania – od planowania, analizy i aktywności w okresach, które zwykle uznaje się za „martwe”. Staram się pokazać, dlaczego warto odwrócić sposób myślenia o sezonowości, jak błędne podejście utrwala niską efektywność i jak strategiczne planowanie pozwala hotelom zarabiać przez cały rok – niezależnie od pory roku czy lokalizacji.
Foto: Giuseppe Arcimboldo, The Four Seasons, 1563-1573