Czytaj newsletter! Istotne informacje i wpisy, bez spamu.
Paradoks wzrostu w hotelarstwie to pułapka, w którą wpada coraz więcej obiektów – rosnąca sprzedaż nie zawsze oznacza wyższe zyski. Dlaczego? Bo skupienie na obłożeniu i przychodach może prowadzić do utraty rentowności.
„Wzrost sprzedaży” to najgroźniejsza metryka sukcesu, jaką może stosować hotel – bo zjada marże, a w dłuższej perspektywie zysk. Brzmi jak paradoks? W praktyce to codzienność wielu obiektów.
Iluzja sukcesu
Hotelarstwo od dekad buduje swoje wskaźniki wokół sprzedaży, nie rentowności. Branżowe benchmarki – obłożenie, ADR, RevPAR – tworzą iluzję sukcesu, bo nagradzają tempo, nie kierunek.
To dlatego wciąż obserwujemy ten sam mechanizm: promocje „dzieci gratis”, doby gratis, rabaty 20%, 30%, 50%. Szybkie strzały mające ratować frekwencję, nie wynik.
Wysokie koszty stałe i presja płynności finansowej tylko wzmacniają tę pułapkę.
Miecz obosieczny niskiej ceny
Prawda stara jak świat: najprostszy sposób na zwiększenie sprzedaży to obniżenie ceny. Ale to miecz obosieczny. W krótkim czasie może podnieść obłożenie – i jednocześnie obniżyć wartość postrzeganą, zjadając marżę.
Tak jak każda cena ma swój sufit, tak i rabat ma swoją podłogę. W pewnym momencie popyt przestaje być elastyczny. Wtedy wzrost sprzedaży nie zrekompensuje utraty zysku – hotel wpada w mechanizm kanibalizacji.
Spirala sprzedaży bez zysku
Koncentracja na wzroście sprzedaży zamiast zysku to spirala, z której trudno się wydostać.
Aby utrzymać wyniki, wzrost musi być ciągły – a żadna gospodarka nie rośnie w nieskończoność.
Dlatego wiele hoteli, mimo wysokiego obłożenia, ma chroniczne problemy z rentownością.
To także spirala emocjonalna: zespół wypalony, menedżerowie sfrustrowani, właściciele zdezorientowani. Bo rynek ma swoje granice – i nie da się zbudować trwałego biznesu w logice „więcej, szybciej, taniej”.
Zysk przed przychodem
Mam lepszą propozycję niż wzrost za wszelką cenę: zysk przed przychodem.
Taki powinien być cel i punkt odniesienia. Wszelkie zobowiązania spłacamy zyskiem, a nie przychodem.
Tak, wiem – dla wielu hoteli to egzotyka. W praktyce wszystkie zobowiązania spłacane są przychodem, bo cała machina hotelowa oparta jest o najprostszy cashflow.
Ale rzeczywistość zawsze weryfikuje podmioty, które operują w tej logice.
Logika zysku zamiast sprzedaży
Hotele funkcjonujące w logice zysku zamiast sprzedaży są zdrowsze finansowo i stabilniejsze organizacyjnie.
Skuteczność mierzą rentownością, nie skalą.
Uczą się optymalizacji, nie redukcji.
Traktują wynik finansowy jako efekt synergii jakości, zarządzania i kultury kosztów.
Zespół ma jasność celu,
właściciel – realną kontrolę nad biznesem.
Co możesz zrobić dziś, żeby odwrócić logikę z przychodu na zysk?
1. Zatrzymaj się i policz.
Nie zaczynaj od pytań „ile możemy sprzedać?”, tylko od „ile naprawdę zarabiamy na każdym pokoju, pakiecie, kanale?”.
Brutalna prawda o marży to najlepszy punkt wyjścia do zmiany strategii.
2. Ogranicz to, co nie zarabia – nawet jeśli „sprzedaje”.
Promocje, które dają ruch, ale nie zysk, to koszt – nie sukces.
Każda złotówka powinna mieć uzasadnienie w zysku, nie w ruchu.
3. Nagradzaj rentowność, nie aktywność.
Jeśli zespół rozliczasz ze wzrostu obłożenia – będzie gonił za wolumenem.
Jeśli rozliczasz ze wzrostu marży – zacznie myśleć jak właściciel.
Odwrócenie logiki z przychodu na zysk to nie rewolucja – to zmiana perspektywy.
Zamiast pytać „ile sprzedaliśmy?”, zacznij pytać „ile zostaje po sprzedaży?”.
Bo to, co zostaje, jest prawdziwą miarą sukcesu.
Podsumowanie
Hotel, który mierzy sukces wyłącznie wzrostem sprzedaży, ryzykuje utratę marży i stabilności finansowej. Branża wciąż nagradza tempo, a nie kierunek – zamiast rentowności promuje rabaty i wolumen. Odwrócenie logiki z przychodu na zysk to klucz do trwałego biznesu. Liczy się nie to, ile sprzedajesz, ale ile zostaje po sprzedaży.
Foto: midjourney.com