Czytaj newsletter! Istotne informacje i wpisy, bez spamu.
Sprzedaż bezpośrednia w hotelarstwie coraz częściej postrzegana jest nie jako strategia walki z OTA, lecz jako świadomy wybór tożsamości i narracji marki. Direct booking staje się sposobem budowania relacji z gościem, kontroli nad komunikacją oraz podkreślenia niezależności obiektu – a jednocześnie modelem, który w wielu lokalizacjach realnie broni się biznesowo.
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że przez lata uważałem inaczej. Dziś widzę to zupełnie inaczej.
Zmiana perspektywy nie wynika z teorii, lecz z praktyki – z pracy z wieloma obiektami, analiz przychodów i rozmów z hotelarzami, którzy realnie wdrożyli model „direct-first” lub nawet „direct-only”.
I właśnie na tej praktyce opiera się wniosek: direct booking to przede wszystkim decyzja tożsamościowa oraz wizerunkowa. Nie strategiczna.
Direct only – model, który działa pod warunkiem spójności
Na polskim rynku da się funkcjonować w formule „direct only”. Mówię to na podstawie danych revenue, nie GOP – komunikowanych samodzielnie przez hotele, które w tej formule sprzedają.
Z mojej praktyki wynika jednak, że również z perspektywy GOP, w wybranych lokalizacjach (góry, resorty, morze) model bezpośredni może być nie tylko możliwy, ale wręcz naturalny – na pewno w najwyższych sezonach.
Czym różni się decyzja strategiczna od decyzji tożsamościowej?
Decyzja strategiczna to taka, która niesie ze sobą ryzyko egzystencjalne dla biznesu – może zmienić strukturę kosztów, przychodów lub operacji na tyle głęboko, że wpływa na zdolność firmy do przetrwania.
Model direct-only tego ryzyka nie niesie.
Owszem, wymaga:
-
konsekwentnej komunikacji,
-
dobrze poukładanych procesów sprzedażowych,
-
zrozumienia własnego gościa,
-
jakości w obsłudze i produkcie.
Jednak hotele, które działają w ten sposób, potrafią funkcjonować stabilnie i z zyskiem. Mogą rosnąć. Mogą budować markę. Nie jest to zakład „o być albo nie być”.
Dlatego nie klasyfikuję tego jako decyzji strategicznej w sensie biznesowym.
Direct booking jako manifest marki
Dla mnie direct booking to przede wszystkim wybór tożsamościowy.
Jest to deklaracja dotycząca tego, jak hotel chce istnieć na rynku i jak chce rozmawiać z gościem.
To manifest mówiący:
-
kim jesteśmy jako marka hotelowa,
-
komu ufamy w procesie sprzedaży,
-
jaką historię chcemy opowiadać o naszym obiekcie,
-
jakie wartości są dla nas ważne,
-
z kim – i na jakich zasadach – chcemy budować relacje.
Sprzedaż bezpośrednia nie jest więc wyłącznie systemem rezerwacyjnym i kampaniami marketingowymi.
Jest sposobem myślenia o relacji z gościem: bezpośredniej, autentycznej i pozbawionej pośredników, którzy sprowadzają hotel do jednej z wielu opcji w wyszukiwarce.
To wybór komunikacji, który mówi: potrafimy sami generować popyt i konwertować gości, bo znamy ich najlepiej.
Czym direct booking NIE jest
Dla jasności warto podkreślić, czym direct booking nie jest:
-
nie jest strategią obronną przed OTA,
-
nie jest próbą uniknięcia prowizji jako głównego celu,
-
nie jest chwilowym trendem,
-
nie jest gwarantem wyższej marży w każdej sytuacji.
Traktowanie sprzedaży bezpośredniej wyłącznie jako sposobu na tańszy kanał prowadzi do uproszczeń i rozczarowań. Bez spójnej marki i wartości dodanej hotel szybko trafia w pułapkę konkurowania ceną – a to automatycznie wzmacnia rolę OTA.
Świadoma narracja, która finalnie broni się finansowo
Najciekawsze w całym zjawisku jest to, że podejście tożsamościowe i wizerunkowe bardzo często przynosi twardy rezultat finansowy.
Hotele, które konsekwentnie budują własną narrację i realną wartość dla gości, najczęściej notują:
-
wzrost udziału sprzedaży bezpośredniej,
-
większą kontrolę nad polityką cenową,
-
stabilne wyniki w sezonach wysokich,
-
wyższą lojalność gości powracających.
Co więcej – kiedy komunikacja marki jest autentyczna, a produkt solidny, direct booking staje się naturalną konsekwencją jakości, a nie wynikiem walki z OTA.
Podsumowanie: direct booking to decyzja o tym, kim jesteśmy
Direct booking to nie strategia zastępująca inne. To wybór tożsamościowy i komunikacyjny – sposób, w jaki hotel definiuje siebie i swoje miejsce na rynku. Jest fundamentem narracji, która pozwala marce mówić własnym głosem i budować trwałe relacje z gościami.
A czy to się opłaca? Tak. I coraz częściej. Zwłaszcza tam, gdzie za deklaracją niezależności stoi realna wartość, a nie tylko hasło marketingowe.
Foto: Canva/AI