Jak obniżając ceny… realnie je podnieść?

Czytaj newsletter! Istotne informacje i wpisy, bez spamu.

Czy obniżanie cen w hotelu zawsze oznacza spadek ADR i utratę prestiżu? Niekoniecznie. Dobrze zaplanowana, punktowa obniżka może stać się narzędziem do zwiększania popytu, poprawy struktury sprzedaży i w efekcie – podnoszenia średniej ceny.

Ten tekst pokazuje, dlaczego to nie obniżka jest problemem, lecz brak strategii cenowej i segmentacji gości.

 

Brzmi jak paradoks. Ale średnia cena nie spada od obniżki – spada od braku strategii.

W hotelarstwie obniżka ceny wywołuje często niemal odruch paniczny. I trudno się temu dziwić. Właściciele i dyrektorzy mają w pamięci historie, w których „zeszliśmy z ceny i już nigdy nie wróciliśmy”. Cena zaczyna wtedy funkcjonować nie jako narzędzie, ale jako linia obrony prestiżu, kontroli i poczucia bezpieczeństwa. Problem w tym, że to nie obniżka była przyczyną porażki. Przyczyną był brak decyzji, po co ta obniżka w ogóle się pojawiła.

Rozumiem ten lęk. Sam jestem fanem pracy na wysokich cenach. Obniżka kojarzy się bowiem z bardzo realnymi zagrożeniami:

  • potencjalną utratą przychodu,

  • efektem domina i spiralą rabatów,

  • zagrożeniem dla KPI i zysku,

  • nadszarpnięciem marki.

Tyle że cena nie jest tożsamością hotelu.
Cena to instrument sterowania popytem oraz pozycjonowania siebie i swoich produktów.

Użyta właściwie – może podnosić strukturę cenową, a nie ją obniżać.

Czym obniżka nie jest

Tu warto postawić jasną granicę. Obniżka ceny:

  • nie jest promocją dla wszystkich,

  • nie jest rabatem na stałe,

  • nie jest reakcją emocjonalną na pusty kalendarz,

  • nie jest walką cenową z rynkiem.

Obniżka jest decyzją. A decyzja – jak każda w hotelu – powinna mieć kontekst, cel i konsekwencje.

To nie obniżka psuje średnią cenę

Średnią cenę psuje obniżka bez kontroli i bez segmentacji.

ADR nie jest prostą średnią z cennika. Jest efektem struktury sprzedaży: kto kupuje, kiedy kupuje, w jakim kanale i z jaką wrażliwością cenową. Hotel, który sprzedaje wszystko wszystkim w tej samej cenie, wcześniej czy później sam podcina sobie nogi.

Ceny podnosi hotel, który:

  • reaguje punktowo,

  • zarządza marżą, a nie pokojem,

  • używa obniżki do pobudzenia popytu tam, gdzie faktycznie tego potrzebuje.

Gość, który wypełnia lukę w środku tygodnia, nie jest tym samym gościem co klient premium w weekend czy w szczycie sezonu. Sprzedawanie obu tym samym językiem cenowym to błąd. Nie strategiczny. Operacyjny.

Źle ustawiona cena zamraża popyt.
Dobrze ustawiona – daje przestrzeń, by drożeć.

Restauracja już to robi. Hotel też może.

Restauracja obniża cenę jednej przystawki.
Goście zamawiają więcej – średni rachunek rośnie.

Dlaczego? Bo:

  • wzrósł popyt,

  • zmieniła się struktura koszyka,

  • pojawiła się przestrzeń na droższe wybory.

To samo dzieje się z winem, deserem czy menu sezonowym. Jedna decyzja cenowa zmienia całą dynamikę sprzedaży.

Hotel może działać identycznie. Kontrolowana obniżka:

  • wypełnia luki,

  • zwiększa pick-up,

  • pozwala podnieść ceny w segmentach bardziej rentownych,

  • stabilizuje cashflow.

Cena nie działa w próżni. Działa w systemie.

Pusty pokój jest zawsze najdroższy

Warto to powiedzieć wprost. Pokój, który dziś stoi pusty, nigdy już nie zarobi. Jego koszt nie znika tylko dlatego, że nie został sprzedany. Energia, amortyzacja, personel, systemy – wszystko to działa niezależnie od obłożenia.

Decyzja „nie sprzedam taniej” bywa więc decyzją najdroższą z możliwych. Nie dlatego, że cena była zbyt niska, ale dlatego, że przychód wyniósł zero. A zero nie chroni ani marki, ani wyniku.

Trzymanie cen „na siłę” to palenie potencjału

  • tracisz ruch, którego i tak nie powinieneś sprzedawać drogo,

  • odcinasz się od przyszłych gości premium,

  • nie optymalizujesz niskich sezonów,

  • ponosisz koszty pustego pokoju,

  • blokujesz elastyczność cenową.

Często nie trzymasz cen. Trzymasz sufit własnego wzrostu.

Tak działa hotel, który potrafi obniżać, żeby potem podnosić

  • robi to punktowo – w czasie, kanale i segmencie,

  • różnicuje ceny względem długości pobytu i momentu rezerwacji,

  • buduje pick-up, który generuje presję cenową w górę,

  • używa ceny jako dźwigni pozycjonowania, a nie desperacji,

  • wykorzystuje psychologię: dostępność + ograniczenie = większa akceptacja wyższych cen później.

„Punktowo” nie znaczy przypadkowo. To decyzja oparta na kontekście popytu, a nie na strachu przed pustką.

Obniżka to nie cel

Obniżka nie jest celem. Jest narzędziem, które zwiększa zdolność hotelu do wyższej monetyzacji.

Hotele nie przegrywają dlatego, że obniżają ceny. Przegrywają, bo nie potrafią nimi sterować. Największym ryzykiem nie jest elastyczność. Największym ryzykiem jest sztywność.

Wyobraź sobie hotel, który:

  • ma wyższy ADR mimo niższych cen w wybranych terminach,

  • pracuje na jakości segmentów, nie na wolumenie,

  • kontroluje popyt i kieruje nim świadomie,

  • wygrywa strategią, nie taniością.

Cena jest instrumentem, nie dogmatem. A hotel, który potrafi mądrze obniżać ceny, jest tym samym hotelem, który potrafi je bezpiecznie i konsekwentnie podnosić.

 

Podsumowanie

Obniżanie cen nie musi oznaczać rezygnacji z rentowności ani osłabienia marki. Przeciwnie – traktowana jako narzędzie zarządzania popytem, pozwala wypełniać luki, budować pick-up i tworzyć przestrzeń do bezpiecznego podnoszenia cen w bardziej rentownych segmentach. Hotel, który rozumie rolę ceny w strukturze sprzedaży, nie konkuruje taniością, lecz strategią i świadomym sterowaniem popytem.

Warto również przeczytać